poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kawabata Yasunari- Kraina śniegu

Kawabata Yasunari- Kraina śniegu

Tytuł: Kraina śniegu 
Autor: Kawabata Yasunari 
Rok wydania: 1969 
Literatura: japońska, piękna 
Liczba stron: 156 
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy





Yasunari Kawabata to japoński pisarz, autor wielu wspaniałych książek oraz laureat literackiej Nagrody Nobla. Naprawdę dziwię się, że nie miałam dotąd okazji zapoznać się z jego twórczością, niemniej cieszę się ogromnie, że w końcu spotkał mnie ten zaszczyt.



„Kraina śniegu” to powieść, której fabuła opiera się głównie na rozmowach i przemyśleniach bohaterów. Trudno doszukiwać się w niej wartkiej akcji, czy też porywających dialogów. Autor wprowadza nas raczej w rzeczywistość przypominającą marzenie senne. Buduje akcje na podobieństwo snu, często pogrążając głównego bohatera w głębokim zamyśleniu. Oprócz samych rozważań w książce Kawabaty znajdziemy także urzekające opisy przyrody oraz japońskich obyczajów. Poznamy bliżej świat gejsz, oraz wiele detali związanych z japońskimi strojami. Autor w ciekawy sposób odsłania przed nami urok najdrobniejszych rzeczy, pomagając nam dostrzec ich piękno i znaleźć w nich przyjemność. Wprowadza nas w typowy dla swoich powieści liryczny nastrój.



„Pośród śniegu wito nić, pośród śniegu z niej tkano, w roztopionym śniegu tkaninę płukano, na śniegu ją bielono”.




Tytułowa „Kraina śniegu” to miejsce, w którym toczy się akcja. Niemniej zważając na to, jak wiele symboli rozsianych jest w tej powieści, możemy interpretować go również i pod tym względem. Śnieg w całej scenerii może oznaczać chłód emocjonalny bohaterów, czy też oziębłość uczuciową przykrywającą wewnętrzny lęk przed samotnością. Shimamura to postać, która nie zdobyła mojej sympatii, jednak bardzo mnie zaciekawiła. Kawabata stworzył bohatera, mężczyznę, który nie był w stanie oddać się w całości drugiej osobie. Naprawdę trudno było mi zrozumieć relację, która łączyła go z Komako, dziewczyną, którą poznał właśnie w tytułowej krainie śniegu. Nie wiem, czy żywił on wobec niej jakiekolwiek inne uczucia prócz samego przywiązania. Nie mam jednak wątpliwości, że ta bezpretensjonalna, prostolinijna kobieta darzyła go miłością. Czytelnik ewidentnie stanie po jej stronie, gdyż będzie odczuwał dziejącą się jej krzywdę. Kawabata wykreował ciekawe, zróżnicowane postacie, które wzbudzą w nas zarówno zachwyt, jak i odrazę.



„Kraina śniegu” to książka, która nie należy do lekkich, głównie ze względu na nagromadzone w niej symbole, trudne do odczytania polskiemu czytelnikowi. Ciężko nam nie doszukiwać się w niej dwuznaczności, gdy autor np. pełnokrwiste wargi kobiety zestawia z przyssawką pijawki. Występują w niej porównania obce naszej estetyce, które dla nas są niekiedy wręcz bulwersujące, gdyż interpretujemy je inaczej niż czytelnik japoński. W powieści tej znajdziemy także sporo niewyjaśnionych do końca kwestii, pozostawionych naszemu domysłowi. Nie dowiemy się, czy Shimamura będzie nadal spotykać się z Komako, lub czy w ogóle powróci jeszcze kiedyś do krainy śniegu... Kawabata zostawił nam otwarte zakończenie, które niestety musimy dopisać sobie sami.



„Kraina śniegu” to powieść, która urzekła mnie wspaniałymi opisami przyrody oraz świetnym ujęciem chwili. Zachwyciła mnie swą kunsztowną prozą, lirycznym nastrojem, jak i poetycką rytmiką zdania. Rozbudziła moją ciekawość do kultury japońskiej i symboliki.  Sprawiła, że mam ochotę zapoznać się z twórczością innych pisarzy japońskich oraz przeczytać kolejne powieści Kawabaty. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będzie mi dane pogrążyć się w lekturze tego wspaniałego autora.




Książka pt. „Kraina śniegu” została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego: OD A DO Z




ogólna ocena:  9/10

niedziela, 15 czerwca 2014

Jane Missy- Dawczyni śmierci

Jane Missy- Dawczyni śmierci


Tytuł oryginału: They Call Me Death
Autor: Jane Missy
Rok wydania: 2009
Gatunek: Paranormal romance
Liczba stron: 216
Wydawnictwo: Samhain Publishing, Ltd.

Ludzie już nie stoją na szczycie łańcucha pokarmowego…

Nazywam się Alexia Williams. W moim świecie, Ameryka Północna jest podzielona na dwie części, północ i południe – lecz nie w sposób w jaki nauczyli was w szkołach.

Po tym jak moja rodzina zginęła z rąk zmiennokształtnych, przyłączyłam się do Armii Zjednoczonych Ludzi. Teraz stoję na linii frontu, broniąc muru dzielącego mój gatunek od Nich. Moje zadanie jest proste: zatrzymać zwierzęta po ich stronie korzystając ze wszystkich koniecznych środków – a w tym jestem dobra. Nie rozmawiam z nimi. Nie współczuję im. I z pewnością ich nie podziwiam… aż do momentu, gdy jeden z nich ratuje mi życie.

Andor nie jest jak inni zmieniacze. Jest trzystuletnim orłem proszącym o pomoc w znalezieniu zaginionych zmiennokształtnych, którzy mogą przebywać na naszej ziemi. Muszę podjąć decyzję, czy pomóc zwierzętom czy też zignorować znaki świadczące o tym, że moi towarzysze nie do końca są tym, za kogo się podają. Ale jak mogę pomóc istotom, których nienawidzę i się obawiam? Nawet, jeżeli Andor sprawia, że znowu czuję, że żyję…

Na ziemi zmiennokształtnych… jestem Dawcą Śmierci.


„Zmiennokształtni istnieją i żyją pomiędzy nami.”


Istoty obdarzone zdolnościami przemiany w zwierzęce postacie pojawiają się w literaturze tak często, że temat ten zamiast nas fascynować i zaskakiwać, nudzi nas i staje się dla nas wręcz monotonny. Dawczyni śmierci to kolejna książka ukazująca nam świata zmiennokształtnych, który wydawałoby się, że jest nam już nagminnie znany, zważając na ilość lektur, jaką mieliśmy do tej pory okazję przeczytać z ich udziałem.  Jednak, jak widać są jeszcze autorzy potrafiący nas zaskoczyć i obudzić w nas tę uśpioną fascynację, którą niegdyś wyzwalały w nas te istoty. Jednym z nich jest właśnie Missy Jane, która stworzyła tak ciekawą fabułę, że nużący temat całkowicie odszedł w niepamięć.  Autorka przedstawia nam wizję niebezpiecznego, zdominowanego przez zmiennokształtnych świata, co sprawia, że wątek miłosny pomiędzy głównymi bohaterami wydaje się być bardziej wyrazisty i emocjonujący. Uczucie, jakie zaczyna rodzić się, pomiędzy Alexią i Andorem przypomina historię zakazanej miłości. Dwie odmienne rasy, oddzielone od siebie murem, walczące ze sobą. Ludzie i zmiennokształtni. Człowiek i orzeł. Czy zaryzykują wszystko w imię miłości?

 Missy Jane skupiła się nie tylko na konstrukcji interesującej wizji świata oraz ciekawej fabule, ale także na kreacji bohaterów z problemami egzystencjalnymi. Niemniej autorka nie odbiega też od typowego schematu powieści paranormal romance, więc spodziewajcie się scen romantycznych, wybuchów namiętności oraz dużej dawki emocji. Jednak, co najlepsze pisarka poświęca dużo miejsca nie tylko wątkowi miłosnemu, ale także samej akcji. Naprawdę świetnie buduje napięcie i umiejętnie wprowadza nas w atmosferę tajemniczości.

Książka Missy Jane oprócz plusów ma także minusy. Głównym z nich jest to, że kończy się tak prędko nie rozwijając bardziej poruszonych w niej wątków. Według mnie każdy z nich był ograniczony do minimum, przez co akcja książki rozwijała się zbyt szybko.  Niemniej plusem ekspresowego przebiegu wydarzeń jest to, że czyta się ją błyskawicznie i przyjemnie, więc można się łatwo przy jej lekturze zrelaksować.  Rozczarowało mnie również samo zakończenie tej powieści, gdyż jak dla mnie było zbyt ckliwe, wręcz przesłodzone. Autorka zdecydowanie przesadziła pod koniec z tą nagłą wylewnością uczuć bohaterów. Naprawdę nie spodziewałam się takiego finiszu tej historii, jednak jak pisałam wcześniej książka ta niesie za sobą wiele niespodzianek.


Książka Missy Jane pt. „Dawczyni śmierci” przeczytana została w ramach wyzwań czytelniczych:
POD HASŁEM, Z LITERĄ W TLE, OD A DO Z, oraz PARANORMAL ROMANCE


ogólna ocena: 7/10

sobota, 7 czerwca 2014

Jandy Nelson- Niebo jest wszędzie

Jandy Nelson- Niebo jest wszędzie

Tytuł oryginału: The Sky is Everywhere 
Autor: Jandy Nelson 
Rok wydania: 2011 
Gatunek: Młodzieżowe 
Liczba stron: 368 
Wydawnictwo: Amber



Siedemnastoletnia Lennie jest załamana po niespodziewanej śmierci starszej siostry. Jedyną osobą, przy której czuje mniejszy ból, jest chłopak siostry, Toby, który cierpi tak samo jak ona. Są ze sobą coraz częściej, coraz bliżej. Nic nie mogą na to poradzić – ani na potworne wyrzuty sumienia.

Wszystko staje się jeszcze bardziej trudne, gdy w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe. A Lennie z przerażeniem odkrywa, że nie może przestać myśleć o jego czarnych oczach i miękkich ustach...



Czy można przeżywać żałobę i myśleć o chłopaku? Rozpaczać i równocześnie być tak szczęśliwą?

A może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co było...




Śmierć jest nieodłącznym elementem życia ludzkiego. Spotykam się z nią niemal na każdym kroku, słysząc w mediach o wypadkach samochodowych, katastrofach lotniczych, klęskach żywiołowych, wojnach, morderstwach, samobójstwach, chorobach, czy głodzie. Śmierć pochłania wiele istnień. Zabiera bliskie nam osoby pozostawiając w naszych sercach pustkę, która nie wypełni się z biegiem czasu. Upływające lata sprawiają tylko, że godzimy się z utratą, natomiast pustka i tęsknota zostaje z nami do końca życia. Życia wielu ludzi gasną na naszych oczach, a my często przechodzimy obok nich obojętnie, bo „ Kto chce wiedzieć, że osoba, którą kochasz, której potrzebujesz najbardziej, może po prostu zniknąć na zawsze?” Nikt z nas nie chce myśleć o tym, że naszych bliskich może kiedyś zabraknąć. Autorka skupia się właśnie na analizie stanu emocjonalnego bohaterów i na ich rozterkach. Czy można cierpieć i kochać jednocześnie?


„Rozpacz i miłość są zrośnięte, jedno nie występuje bez drugiego.”


Lennie, główna bohaterka nie potrafi poradzić sobie z utratą starszej siostry. Wie, że jej życie nigdy nie będzie wyglądać tak jak przedtem. Bailey nigdy nie zagra już w teatrze, nie będzie pytać się ją o kolor bluzki, którą ma na siebie włożyć, nie wyjawi jej żadnego sekretu, nie przyniesie ukojenia przytulając ją do siebie... Jedyną osobą, która rozumie ogrom jej straty jest Toby, chłopak jej siostry. Tragedia zbliża ich do siebie. Obydwoje szukają u siebie pocieszenia, przez co przekraczają granice przyjaźni. Trwają w złudnym uczuciu, które nie jest miłością, lecz próbą zatrzymania czasu. Nie potrafią pogodzić się z tym, że Bailey nigdy już nie wróci. 


„Nienawidzę, kiedy wszyscy mi mówią, że noszę Bailey w sercu. Mam ochotę na nich wrzeszczeć. Nie chce jej w sercu! Chcę ją w kuchni z Lennie i ze mną. Chcę ją nad rzeką z Tobym i z ich dzieciakiem. Chcę ją na scenie, jako Julię i Lady Makbet, wy głupi, głupi ludzie.”



 „Tęsknię za tą dziewczyną, którą byłam przy niej, tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi, którymi byliśmy. Już nigdy nimi nie będziemy. Ona zabrała ich wszystkich ze sobą.”



 Jandy Nelson w książce skupia się głównie na budowaniu emocji i ukazaniu postawy człowieka wobec spotykającego go nieszczęścia. Wprowadza nas w stan znacznego poruszenia umysłu, stwarzając atmosferę przepełnioną rozpaczą, niepewnością, zagubieniem, ale i także nadzieją. Autorka umiejętnie wyraża emocje bohaterów, dlatego czytelnikowi nietrudno postawić się w ich sytuacji.  Nawet, jeżeli nie przeżyliśmy śmierci bliskiej osoby, możemy odnaleźć w ich bólu cząstkę samych siebie. Jandy Nelson udało się nie tylko świetnie uzewnętrznić emocje, ale także uniknąć sztuczności i przytłaczających monologów. Historia, którą przedstawia nam pisarka jest realna, mogąca mieć miejsce w prawdziwym świecie. Dowodem na to są naturalni bohaterowie, którzy nie są idealni i popełniają błędy. Często zachowują się infantylnie i sami przysparzają sobie zmartwień, wypierając swoją szansę na szczęście. Według mnie jest to pewien wyraz buntu, ale i także próba uchronienia się od dalszego cierpienia.  Główną bohaterkę poznajemy nie tylko przez jej przemyślenia czy zachowanie, lecz także przez pozostawiane przez nią w różnych miejscach wiersze i wspomnienia, które zapisywała m.in. na zużytych kubkach po kawie czy zwitkach papieru.


„Moja siostra będzie umierać ciągle od nowa przez resztę mojego życia. Żałoba jest na zawsze. Nie odchodzi; staje się częścią ciebie, idzie z tobą krok w krok, oddech w oddech. Nigdy nie przestanę opłakiwać Bailey, bo nigdy nie przestanę jej kochać.”


Niebo jest wszędzie  to książka, która budzi wiele emocji, sprowadza do refleksji oraz sprawia, że łza przez cały czas kręci się w oku. Jandy Nelson spisała się naprawdę wspaniale tworząc tak piękną, chwytającą za serce historię. Książka ta na długo pozostanie w mojej pamięci.


 „Kiedyś, wiele lat temu, leżałam sobie w ogrodzie Gram i Big zapytał mnie, co robię. Powiedziałam mu, że patrzę na niebo. A on na to:

- To błędne pojęcie rzeczywistości, Lennie, niebo jest wszędzie, zaczyna się u twoich stóp.”


Książka Jandy Nelson pt.”Niebo jest wszędzie” przeczytana została w ramach wyzwania czytelniczego: GRUNT TO OKŁADKA

ogólna ocena: 9/10
Copyright © 2016 Czytaj i Myśl , Blogger