sobota, 1 marca 2014

Nora Roberts - Miłość na deser

 
Tytuł oryginału: Summer Deserts 
Autorka: Nora Roberts 
Rok wydania: 2008 
Gatunek: Romans
Liczba stron: 240 
Wydawnictwo: Mira

Summer Lyndon, główna bohaterka książki, jest najbardziej pożądaną i rozchwytywaną artystką deserów w Europie i Ameryce. Wysoko ceni sobie swoją prace, dlatego wykonuje ją z wielkim zapamiętaniem. Nic dziwnego, że Blake Cocharan, właściciel sieci luksusowych hoteli, w końcu pojawia się na jej progu z ofertą nie do odrzucenia. A mianowicie proponuje jej pracę w jego restauracji. Wydawałoby się, że jest to niesamowita propozycja, jednakże Summer ma zbyt wysokie wymagania i nie od razu zgadza się, aby zostać szefem tamtejszej kuchni. Mimo to Blake nie rezygnuje i podstępem zdobywa jej współpracę, tym samym akceptując wszystkie jej warunki. Obserwując jej precyzje i oddanie, z jakim tworzy desery, Blake nie żałuje, że pozwolił sobie na te wszystkie ustępstwa. Czuje, że jest to warte słodkości, jak i samej Summer, którą od samego początku wydaje się być oczarowany. Z biegiem czasu zauważa jednak, iż łączy ich coś więcej niż sama praca, czy związek bez zobowiązań... Tylko, czy ta utalentowana, wymagająca kobieta, szuka partnera na całe życie...?
       
Summer Lyndon to postać, która nie zdobyła mojej sympatii, jednak jej charakter i osobowość wywarły na mnie ogromne wrażenie. Była kobietą, która doskonale wiedziała o swoich wartościach, i nie szukała u innych potwierdzenia, czy komplementów. Była samowystarczalna, nie lubiła, gdy ktoś dyktował jej, co ma robić. To właśnie jej upór i władczość, najbardziej przypadły mi do gustu. To, że była kobietą twardo stąpającą po ziemi, umiejącą walczyć o swoje. Jednakże jak każdy człowiek, miała też swoje własne wymagania i nawyki. Nora Roberts wykazała się nie lada talentem, przy tworzeniu tak odmiennej osobowości „artysty”, która w zupełności odbiegała od znanego nam stereotypu. Główna bohaterka wolała zwykłą pizze, frytki, czy cheeseburgera, zamiast tych wszystkich rarytasów, specjałów kucharskich. Nie jadała także deserów, co naprawdę mnie zszokowało, ale nie zniechęciło do głównej bohaterki. Odrzucił mnie jej tok myślenia, jak i jej obsesja na punkcie małżeństwa, czy stałych związków. Relacja, jaka łączyła ją z Blakem, była naprawdę dziwna. Ona nie chciała się angażować w poważny związek, on tak. Ona go unikała, on ją nachodził. Mimo tego, że nie chciała się angażować, nawiązała z głównym bohaterem romans. Jaka jest w tym logika? Przecież jakby nie było, to tylko jeszcze bardziej zbliża do siebie ludzi. Według mnie związek bez zobowiązań nie miał tu szans. Zresztą przykładem na to są uczucia, jakie targają głównymi bohaterami-pożądanie, czułość, troska, wzajemne przyciąganie, chemia- to wszystko prowadzi do miłości, jednakże Summer i Blake bronili się przed nią. W szczególności, Summer, która ucieka, gdy on proponuje jej małżeństwo. Tchórzostwo, słabość, strach, obsesja, mętlik w głowie, zaprzeczają uczuciu, prawdzie, temu, co tak naprawdę czuje bohaterka. Nietrudno domyślić się, jakie będzie tutaj zakończenie... Zresztą to romans, więc ciężko tu o brak sielanki, czy też samego happy endu.
      
Nora Roberts to niezwykła pisarka, której książki zazwyczaj wywierają na mnie ogromne wrażenie, dlatego zdziwiłam się, że „Miłość na deser” nie zdobyło mojej dozgonnej miłości. Nie myślałam, że spotkam się z rozczarowaniem, gdy sięgałam po tę książkę, gdyż Nora Roberts to jedna z moich ulubionych autorek. Dlaczego? Ponieważ jest wszechstronna i nie skupia się tylko na jednym gatunku. Jej połączenie romansu, powieści przygodowej, sensacyjnej i obyczajowej, jest naprawdę zadziwiające. Jednakże najbardziej robi wrażenie to, że potrafi stworzyć dobry trzymający w napięciu kryminał, jak i zwykły przesiąknięty miłością romans, czy obyczajówkę. Cieszę się, że sięgnęłam po „Miłość na deser”, ponieważ mimo tego, iż książka nie przypadła mi do gustu, spędziłam dobrze czas przy czytaniu jej. Czasami przydaje się poczytać coś luźnego, kobiecego, przepełnionego miłością. Przecież jakby nie było romanse uwrażliwiają i wywołują ciepłe emocje. To właśnie tego brakuje we współczesnym świecie- miłości, ciepła, oddania. Książka Nory Roberts przypomina nam o tych cechach, zresztą według mnie po to właśnie są romanse. „Miłość na deser” warto przeczytać, chociażby po to, by poprawić sobie humor, czy pobudzić swój apetyt. Nieraz przy czytaniu tej powieści, miałam ochotę sięgnąć do barku, po coś słodkiego. Naprawdę nie można się oprzeć, gdy przez książkę przewija się tak duża ilość deserów... Słodka, urzekająca sceneria idealnie pasuje do klimatu książki, zresztą tak jak i sam tytuł, czy okładka, które jak najbardziej adekwatne są do treści utworu. To właśnie tytuł- „Miłość na deser” skłonił mnie, do sięgnięcia po tę książkę. Czy miał on swoje odwzorowanie w powieści? Jak najbardziej! W nie dosłownym znaczeniu, bohaterowie faktycznie dostają miłość na deser. Deser, który jak dotąd chyba był najlepszą bezkaloryczną słodkością, jaką mieli okazje w życiu spróbować... Jednakże do przeczytanie książki zachęciła mnie również sama okładka- a może raczej ten duży, piękny tort, znajdujący się na niej i tym samym będący dla mnie ogromną pokusą, której jak widać nie potrafiłam się oprzeć...A wy, skusicie się na ten „deser”?


Książka pt."Miłość na deser" została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego 
POD HASŁEM.


Ogólna ocena: 5/10

2 komentarze:

  1. Nora Roberts to jedna z moich ulubionych pisarek, jednak tej historii nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie skończyłam czytać "Obsesję" Nory Roberts, która (muszę się przyznać) była pierwszą książką tej autorki, którą przeczytałam. Troszeczkę się zawiodłam... ale mam nadzieję, że jej inne książki spełnią moje oczekiwania co do kryminałów :) Polecasz konkretne tytuły?
    Recenzję ww. książki znajdziesz na www.the-books-in-the-rye.blogspot.com
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Czytaj i Myśl , Blogger