wtorek, 26 sierpnia 2014

Barbara Freethy- Trzy twarze Ewy

Barbara Freethy- Trzy twarze Ewy

Tytuł oryginału: In Shelter Cove
Autor: Barbara Freethy
Cykl: Zatoka Aniołów (tom 3)
Rok wydania: 2012
Kategoria: romans,obyczajowe
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Bis

Opis:
 Derek Kane, mąż Brianny, został oskarżony o kradzież trzech bezcennych obrazów i skazany na więzienie. Kiedy kilka tygodni przed wyjściem na wolność zginął w bójce między więźniami, młoda wdowa wróciła z synkiem do miasteczka w Zatoce Aniołów, żeby dowieść niewinności męża i odnaleźć zaginione płótna. Jej wysiłki nie znajdują wsparcia u Jasona Marlowa, dawnego przyjaciela Dereka policjanta, który posłał go za kratki. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pomiędzy Brianną i Jasonem wybucha niespodziewane uczucie. Kobieta staje wobec wyboru pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, prawdą i kłamstwem, winą i niewinnością. Bo nic nie jest takie, jakie się wydawało...



Trzy twarze Ewy to trzecia część z cyklu o Zatoce Aniołów i jak dotąd moja pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Naprawdę nie wiem jak to się stało, że akurat ta powieść wpadła w moje ręce na sam początek mojej przygody z tym właśnie cyklem. Niemniej wcale nie jestem tym faktem rozczarowana, ponieważ sprawiła ona, że Zatoka Aniołów mną zawładnęła.  Chętnie sięgnę po inne części tego zaskakującego cyklu i poznam losy kolejnych bohaterów. Muszę jednak powiedzieć, że nie jest to powieść, która robi ogromne wrażenie. Raczej ośmieliłabym się powiedzieć, że to książka dobra na zabicie nudy i będąca tak naprawdę niczym w porównaniu z lekturami, które dotychczas miałam okazję przeczytać. Niemniej nawet, jeżeli nie jest to majstersztyk z kategorii romansu kryminalnego, to niewątpliwie warto zapoznać się z tą jakże ciekawą fabuła i wciągającą opowieścią.


Wątek kryminalny to jeden z najlepszych elementów tej książki, choć nawet i on nie był zbyt dobrze poprowadzony. Czuję niedosyt, gdyż spodziewałam się większej zagadki, bardziej rozwiniętej intrygi, niżeli wysuwającego się mimo wszystko na pierwszy plan romansu. Myślę, że zbyt szybko główna bohaterka zmieniła zdanie na temat swego największego wroga i zaczęła darzyć go uczuciem. Liczyłam na większe stawianie oporu z jej strony facetowi, który jakby niebyło wsadził jej męża za kratki, za którymi ten doczekał się śmierci nigdy nie wychodząc na wolność. Niemniej podobno żeby przejść od miłości do nienawiści potrzeba tylko kroku. Możliwe, więc, że ta reguła działa i także w drugą stronę... Przynajmniej tak można wywnioskować z relacji, która połączyła Briannę i Jasona.


Barbara Freethy nie zachwyciła mnie swym wątkiem kryminalnym i intrygą związaną z kradzieżą wartościowych obrazów. Niemniej urzekła mnie nastrojem, który stworzyła. Wprowadziła mnie do małego, sielskiego miasteczka, bezpiecznej przystani, nad którą czuwały anioły. Naprawdę genialnie ukazała realia życia w małym miasteczku, w którym wszyscy się znają i są niczym jedna wielka rodzina. Urzekła mnie tą ciepłą jak i zarówno napiętą atmosferą panującą w Zatoce Aniołów. Oprócz świetnego klimatu w książce spodobały mi się również zawarte w niej fragmenty z punktu widzenia innych mieszkańców. Najbardziej zaciekawiły mnie te pisane z perspektywy Charlotte, z którą niewątpliwie spotkam się jeszcze czytając kolejne części z cyklu o Zatoce Aniołów.




ogólna ocena: 7/10 czyli Bardzo dobra

niedziela, 13 lipca 2014

Tammara Webber- Tak blisko...

Tammara Webber- Tak blisko...

Tytuł oryginału: Easy
Autor:
2013
Gatunek: młodzieżowe 
Literatura: amerykańska
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Jaguar


"Miłość nie jest brakiem logiki. Jest logiką sprawdzoną i udowodnioną. Podgrzaną i wygiętą tak, by wpasowała się w kontury serca."
       

"Tak blisko..." to powieść amerykańskiej pisarki Tammary Webber, która zdobyła wiele pozytywnych opinii i niemałe grono czytelników. Od dłuższego czasu miałam ochotę zapoznać się z tą książką i sprawdzić, czy rzeczywiście zasługuje ona na tak pochlebne oceny. Cieszę się, że w końcu mi się to udało.


Sięgając po "Tak blisko..." byłam przekonana, że będzie to kolejny ckliwy romans, w którym nie ma miejsca na poważne tematy. Moje zdanie szybko jednak uległo zmianie, bo już po kilku stronach tej lektury. Autorka tak naprawdę porusza bardzo ważny i nieobcy nam kobietą temat, którym jest gwałt. Niemniej nie zagłębia się ona w niego zbyt mocno i nie skupia się na psychologicznej analizie stanu kobiety po traumatycznych przejściach. Ukazuje nam raczej inną stronę tego okropnego zjawiska, którego skutkiem nie jest słabość, ale siła. Główna bohaterka nie użala się nad sobą, nie załamuje się i nie poddaje, lecz stawia czoła temu, co ją spotkało. Zapisuje się na zajęcia z samoobrony, jest zdeterminowana by stać się silniejszą. Próbuje wyjść z tego przeżycia, jako zwycięzca.  Nie znajdziemy w tej książce jednak jakiś głębszych przemyśleń, czy szczegółowych opisów techniki samoobrony. Autorka tak naprawdę potraktowała temat gwałtu bardzo po macoszemu i skupiła się przede wszystkim na wątku miłosnym. Niemniej dla mnie już sam fakt poruszenia tak trudnego tematu jest godny podziwu.


Wątek miłosny pomiędzy dwójką młodych osób to zdecydowanie temat przewodni tej książki. Znajdziemy w niej sporo pieszczot, pocałunków, czułości i wybuchów namiętności. Tak naprawdę trochę rozczarowałam się tym, jak szybko rozwinęło się uczucie pomiędzy głównymi bohaterami. Niemniej muszę przyznać także autorce wyrazy uznania za to, iż nie nastąpiło to z dnia na dzień. Warto także zauważyć, że nie jest to mdły romansik, przeładowany słodkimi wyznaniami miłości. Nie jest osadzony w krainie mlekiem i miodem płynącej, lecz w świecie gdzie nie wszystko jest tak kolorowe, jakbyśmy chcieli. Powieść ukazuje realia prawdziwego życia studentów oraz przedstawia nam wątek miłości nie tylko ze strony cudowności jej doznania. Spotkamy się w tej książce z głębszą relacją, bardziej dorosłym romansem, oraz niełatwą miłością. Nie wiem, jak wam, ale mnie bardziej do tej powieści pasuje polski tytuł niżeli oryginalny, który brzmi "Easy" (z ang. łatwo, lekko, prosto). Według mnie nie znajdziemy w tej książce nic prostego, a już na pewno nie w relacji łączącej Jacqueline i Lucasa.


Fabuła "Tak blisko..." zbytnio nie zaskakuje i często bywa przewidywalna. Niemniej, co najdziwniejsze powieść nie traci przez to swego uroku, a raczej zyskuje przez to realistycznego wydźwięku. Nawet świat, w którym rozgrywa się akcja jest nakreślony bardzo pobieżnie. Brakuje jakichś większych opisów otoczenia. Nie znajdziemy w tej książce także nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie poznamy jakichś zbytnio ciekawych osobowości, czy nietypowych bohaterów. Niemniej powieść ta ma coś w sobie takiego, że urzeka i sprawia, że nie można oderwać się od niej chociażby na chwilę. Czyta się ja wręcz błyskawicznie, głównie ze względu na prosty i łatwy w obyciu język.


"Tak blisko..." to powieść bardzo realistyczna i łatwa w odbiorze. Wywarła na mnie ogromne wrażenie, lecz tak naprawdę nie wiem, z jakiego powodu. Istnieją książki, które uwielbia się za nic i równocześnie za wszystko. Lekturę tą właśnie zaliczyłabym do takiej kategorii.
 

"Kocha się za nic. Nie is­tnieje żaden powód do miłości."- Paulo Coelho


Książka Tammary Webber pt."Tak blisko..." została przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:
 CZYTAM LITERATURĘ AMERYKAŃSKĄ,  
OD A DO Z i POD HASŁEM.

 
ogólna ocena: 9/10

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kawabata Yasunari- Kraina śniegu

Kawabata Yasunari- Kraina śniegu

Tytuł: Kraina śniegu 
Autor: Kawabata Yasunari 
Rok wydania: 1969 
Literatura: japońska, piękna 
Liczba stron: 156 
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy





Yasunari Kawabata to japoński pisarz, autor wielu wspaniałych książek oraz laureat literackiej Nagrody Nobla. Naprawdę dziwię się, że nie miałam dotąd okazji zapoznać się z jego twórczością, niemniej cieszę się ogromnie, że w końcu spotkał mnie ten zaszczyt.



„Kraina śniegu” to powieść, której fabuła opiera się głównie na rozmowach i przemyśleniach bohaterów. Trudno doszukiwać się w niej wartkiej akcji, czy też porywających dialogów. Autor wprowadza nas raczej w rzeczywistość przypominającą marzenie senne. Buduje akcje na podobieństwo snu, często pogrążając głównego bohatera w głębokim zamyśleniu. Oprócz samych rozważań w książce Kawabaty znajdziemy także urzekające opisy przyrody oraz japońskich obyczajów. Poznamy bliżej świat gejsz, oraz wiele detali związanych z japońskimi strojami. Autor w ciekawy sposób odsłania przed nami urok najdrobniejszych rzeczy, pomagając nam dostrzec ich piękno i znaleźć w nich przyjemność. Wprowadza nas w typowy dla swoich powieści liryczny nastrój.



„Pośród śniegu wito nić, pośród śniegu z niej tkano, w roztopionym śniegu tkaninę płukano, na śniegu ją bielono”.




Tytułowa „Kraina śniegu” to miejsce, w którym toczy się akcja. Niemniej zważając na to, jak wiele symboli rozsianych jest w tej powieści, możemy interpretować go również i pod tym względem. Śnieg w całej scenerii może oznaczać chłód emocjonalny bohaterów, czy też oziębłość uczuciową przykrywającą wewnętrzny lęk przed samotnością. Shimamura to postać, która nie zdobyła mojej sympatii, jednak bardzo mnie zaciekawiła. Kawabata stworzył bohatera, mężczyznę, który nie był w stanie oddać się w całości drugiej osobie. Naprawdę trudno było mi zrozumieć relację, która łączyła go z Komako, dziewczyną, którą poznał właśnie w tytułowej krainie śniegu. Nie wiem, czy żywił on wobec niej jakiekolwiek inne uczucia prócz samego przywiązania. Nie mam jednak wątpliwości, że ta bezpretensjonalna, prostolinijna kobieta darzyła go miłością. Czytelnik ewidentnie stanie po jej stronie, gdyż będzie odczuwał dziejącą się jej krzywdę. Kawabata wykreował ciekawe, zróżnicowane postacie, które wzbudzą w nas zarówno zachwyt, jak i odrazę.



„Kraina śniegu” to książka, która nie należy do lekkich, głównie ze względu na nagromadzone w niej symbole, trudne do odczytania polskiemu czytelnikowi. Ciężko nam nie doszukiwać się w niej dwuznaczności, gdy autor np. pełnokrwiste wargi kobiety zestawia z przyssawką pijawki. Występują w niej porównania obce naszej estetyce, które dla nas są niekiedy wręcz bulwersujące, gdyż interpretujemy je inaczej niż czytelnik japoński. W powieści tej znajdziemy także sporo niewyjaśnionych do końca kwestii, pozostawionych naszemu domysłowi. Nie dowiemy się, czy Shimamura będzie nadal spotykać się z Komako, lub czy w ogóle powróci jeszcze kiedyś do krainy śniegu... Kawabata zostawił nam otwarte zakończenie, które niestety musimy dopisać sobie sami.



„Kraina śniegu” to powieść, która urzekła mnie wspaniałymi opisami przyrody oraz świetnym ujęciem chwili. Zachwyciła mnie swą kunsztowną prozą, lirycznym nastrojem, jak i poetycką rytmiką zdania. Rozbudziła moją ciekawość do kultury japońskiej i symboliki.  Sprawiła, że mam ochotę zapoznać się z twórczością innych pisarzy japońskich oraz przeczytać kolejne powieści Kawabaty. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będzie mi dane pogrążyć się w lekturze tego wspaniałego autora.




Książka pt. „Kraina śniegu” została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego: OD A DO Z




ogólna ocena:  9/10

niedziela, 15 czerwca 2014

Jane Missy- Dawczyni śmierci

Jane Missy- Dawczyni śmierci


Tytuł oryginału: They Call Me Death
Autor: Jane Missy
Rok wydania: 2009
Gatunek: Paranormal romance
Liczba stron: 216
Wydawnictwo: Samhain Publishing, Ltd.

Ludzie już nie stoją na szczycie łańcucha pokarmowego…

Nazywam się Alexia Williams. W moim świecie, Ameryka Północna jest podzielona na dwie części, północ i południe – lecz nie w sposób w jaki nauczyli was w szkołach.

Po tym jak moja rodzina zginęła z rąk zmiennokształtnych, przyłączyłam się do Armii Zjednoczonych Ludzi. Teraz stoję na linii frontu, broniąc muru dzielącego mój gatunek od Nich. Moje zadanie jest proste: zatrzymać zwierzęta po ich stronie korzystając ze wszystkich koniecznych środków – a w tym jestem dobra. Nie rozmawiam z nimi. Nie współczuję im. I z pewnością ich nie podziwiam… aż do momentu, gdy jeden z nich ratuje mi życie.

Andor nie jest jak inni zmieniacze. Jest trzystuletnim orłem proszącym o pomoc w znalezieniu zaginionych zmiennokształtnych, którzy mogą przebywać na naszej ziemi. Muszę podjąć decyzję, czy pomóc zwierzętom czy też zignorować znaki świadczące o tym, że moi towarzysze nie do końca są tym, za kogo się podają. Ale jak mogę pomóc istotom, których nienawidzę i się obawiam? Nawet, jeżeli Andor sprawia, że znowu czuję, że żyję…

Na ziemi zmiennokształtnych… jestem Dawcą Śmierci.


„Zmiennokształtni istnieją i żyją pomiędzy nami.”


Istoty obdarzone zdolnościami przemiany w zwierzęce postacie pojawiają się w literaturze tak często, że temat ten zamiast nas fascynować i zaskakiwać, nudzi nas i staje się dla nas wręcz monotonny. Dawczyni śmierci to kolejna książka ukazująca nam świata zmiennokształtnych, który wydawałoby się, że jest nam już nagminnie znany, zważając na ilość lektur, jaką mieliśmy do tej pory okazję przeczytać z ich udziałem.  Jednak, jak widać są jeszcze autorzy potrafiący nas zaskoczyć i obudzić w nas tę uśpioną fascynację, którą niegdyś wyzwalały w nas te istoty. Jednym z nich jest właśnie Missy Jane, która stworzyła tak ciekawą fabułę, że nużący temat całkowicie odszedł w niepamięć.  Autorka przedstawia nam wizję niebezpiecznego, zdominowanego przez zmiennokształtnych świata, co sprawia, że wątek miłosny pomiędzy głównymi bohaterami wydaje się być bardziej wyrazisty i emocjonujący. Uczucie, jakie zaczyna rodzić się, pomiędzy Alexią i Andorem przypomina historię zakazanej miłości. Dwie odmienne rasy, oddzielone od siebie murem, walczące ze sobą. Ludzie i zmiennokształtni. Człowiek i orzeł. Czy zaryzykują wszystko w imię miłości?

 Missy Jane skupiła się nie tylko na konstrukcji interesującej wizji świata oraz ciekawej fabule, ale także na kreacji bohaterów z problemami egzystencjalnymi. Niemniej autorka nie odbiega też od typowego schematu powieści paranormal romance, więc spodziewajcie się scen romantycznych, wybuchów namiętności oraz dużej dawki emocji. Jednak, co najlepsze pisarka poświęca dużo miejsca nie tylko wątkowi miłosnemu, ale także samej akcji. Naprawdę świetnie buduje napięcie i umiejętnie wprowadza nas w atmosferę tajemniczości.

Książka Missy Jane oprócz plusów ma także minusy. Głównym z nich jest to, że kończy się tak prędko nie rozwijając bardziej poruszonych w niej wątków. Według mnie każdy z nich był ograniczony do minimum, przez co akcja książki rozwijała się zbyt szybko.  Niemniej plusem ekspresowego przebiegu wydarzeń jest to, że czyta się ją błyskawicznie i przyjemnie, więc można się łatwo przy jej lekturze zrelaksować.  Rozczarowało mnie również samo zakończenie tej powieści, gdyż jak dla mnie było zbyt ckliwe, wręcz przesłodzone. Autorka zdecydowanie przesadziła pod koniec z tą nagłą wylewnością uczuć bohaterów. Naprawdę nie spodziewałam się takiego finiszu tej historii, jednak jak pisałam wcześniej książka ta niesie za sobą wiele niespodzianek.


Książka Missy Jane pt. „Dawczyni śmierci” przeczytana została w ramach wyzwań czytelniczych:
POD HASŁEM, Z LITERĄ W TLE, OD A DO Z, oraz PARANORMAL ROMANCE


ogólna ocena: 7/10
Copyright © 2016 Czytaj i Myśl , Blogger